Nie trzeba szukać daleko, rozglądać się z lornetką w ręku, żeby znaleźć Go w swoim otoczeniu... Można sobie tłumaczyć, że ten którego mijam to pijak i łajdak. Sam sobie winien, że tylko się mijamy. Nie dotyczymy siebie. Trudno popatrzeć Mu w oczy i zapytać: "to naprawdę Ty" ? TY z przekrwionym nosem i chwiejną mobilnością? Można długo szukać drobnych i zrezygnować, choćby z powodu bajzlu w torebce, ot taki "dobry" powód.
Nie trzeba szukać daleko, można i w swoim domu znaleźć Go w płaczącym dziecku, domagającym się wszystkiego na "teraz". Można niecierpliwymi ruchami załatwić jego potrzeby albo spojrzeć w oczy i spytać "to Ty"? Naprawdę, taki mały, opkupany, cierpiący po szczepionce?
Patrzenie na chwile pod kątem Obecności to pielęgnowanie soli, którą się dostało.
Można się rozejrzeć i wejść otwarcie w następną chwilę życia i przyjmować ją taką jaka jest, widzieć i dziękować, delektować się przebywaniem w prostych sprawach z Tym, który gdy go chcą koronować oddala się w miejsca odludne...
